17 lipca 2015

COLMAR - ALZACKA WENECJA

Kolejny powód, by odwiedzić Alzację.

Oczywiście Alzacja słynie z wina, winnice rozciągają się wszerz i wzdłuż i w niczym nie ustępują tym toskańskim. Jednak to nic w porównaniu z miasteczkami alzackimi, które latem po prostu toną w kwiatach. O Bergheim pisałam już wcześniej, niedawno na blogu Klubu Polki Iza pisała o innym alzackim miasteczku - Riquewihr, w którym byłam i które jest urocze, a zwieńczeniem zeszłorocznej jednodniowej wycieczki do Alzacji była stolica regionu - leżące pośrodku Alzackiego Szlaku Wina, Colmar. Przepiękne miasto, słynące nie tylko z wina, ale także z kanałów w jednej z dzielnic - Małej Wenecji, po których można popływać łodziami. A wszystko to pośród wspaniałych kamienic i kwiatów. 

Nie wiem, które alzackie miasto jest najpiękniejsze, cały region jest cudny i zapiera dech w piersiach... A zresztą - zobaczcie sami, zapraszam na spacer po Colmar!







13 lipca 2015

LA CASINA DELLE CIVETTE CZYLI.... DOM SÓW?

Tytuł ze znakiem zapytania, ponieważ przekopałam internet wzdłuż i wszerz i tłumaczenia tej nazwy na j. polski nie znalazłam. W ogóle znaleźć po polsku jakąkolwiek informację na temat tego miejsca to ... naprawdę trzeba wiedzieć czego szukać. Trochę przykre, bo to muzeum dość wyjątkowe, nie trzeba nawet wchodzić do środka, by się nim zauroczyć, a znajduje się właściwie w centrum Rzymu (via Nomentana 70, ok. 1,5 km od Termini).

Villa Torlonia - to niewielki park, pozornie niepozorny, a jednak warto do niego zajrzeć. Oprócz wyjątkowo dużej liczby palm, które się tam znajdują, kryje też kilka innych ciekawostek. Nie zdążyłam jeszcze zgłębić wszystkich ze względu na to, że odkryłam go niedawno, potem długo się zbierałam, by się tam wybrać, a w końcu straszliwy upał nie pozwolił na dłuższy spacer. Ale celem było muzeum La Casina delle Civette, i to zachwyciło mnie niezwykle.. 

Budynek został zaprojektowany w 1840 r. przez Giuseppe Japelliego dla księcia Alessandra Torlonia, jednak dopiero od 1916 r. zaczęto nazywać go Sowim Domem (The House of the Owls), prawdopodobnie ze względu na witraże przedstawiające sowy wśród bluszczu (stworzone w 1914 r.) lub dlatego, że motyw sów jest motywem dominującym w dekoracjach i umeblowaniu domu (książę Giovanni ponoć kochał ezoteryczne motywy). 

Kiedy w 1978 r. miasto przejęło park, cały teren wraz z zabudowaniami był w ruinie. Zarówno pożar w 1991 r., jak i akty wandalizmu i grabieży, pogorszyły jeszcze stan budynku. Jego obecny wygląd to efekt wieloletniej (1992-1997), starannej renowacji, możliwej dzięki resztkom ocalałej dokumentacji.

Polecam to miejsce także dlatego, że jest bardzo spokojne, nie ma ludzi, za to można się zrelaksować pod palmą podczas zwiedzania miasta.












11 lipca 2015

BERGHEIM - ALZACKIE MIASTO KWIATÓW

Zeszłoroczna podróż do Szwajcarii zaoowocowała wizytą we francuskiej Alzacji. Francja ostatnio pociąga mnie niezwykle, byle dalej od Paryża. A Alzacja jest urocza latem (być może inną porą roku również - tego nie dane mi było jednak sprawdzić). Oprócz wspaniałych winnic (któż nie zna alzackiego wina!), przez gniazda bocianie, po miasteczka tak ukwiecone, że można się poczuć jak w bajce (tej o Kopciuszku najlepiej). Zwiedziliśmy 3 takie alzackie miasteczka, na pierwszy rzut wybrałam Berheim, bo też najbardziej mnie zachwyciło. Jak zwykle rozpisywać się nie będę, od razu przechodzę do zdjęć, miłego oglądania!
















8 lipca 2015

Jeszcze raz Szwajcaria

Zanim nadejdą kolejne wyjazdy przekopuję jeszcze stare zasoby zdjęć z poprzednich podróży.. 

Wracam więc do Szwajcarii sprzed 2 lat - Stoos, Brunnen i Sustenpass - zostało mi kilka niepublikowanych wcześniej zdjęć, a warte są uwagi, bo wszystkie te miejsca są bajkowe. Pod tym względem Szwajcaria jest wyjątkowa, tam chyba każde miejsce zasługuje na uwagę i każde jest przepiękne... Jeżdżę do Szwajcarii właściwie co roku i zawsze tak samo się zachwycam. Ale co tu dużo gadać - zapraszam na kilka fot, a kto wie, może jeszcze w tym roku uda mi się zobaczyć w Szwajcarii coś nowego.....










5 lipca 2015

A na Lazurowym Wybrzeżu jest pięknie..

Krótki wielkanocny wypad do Marsylii sprawił, że nie tylko pokochałam Francję, ale także Francuzów i nawet język francuski. Paryż pozostawił pewien niesmak, ale południe Francji to zupełnie inna bajka. Marsylia mnie zachwyciła widokami, więcej o samym mieście i wrażeniach pisałam niedawno na blogu Klubu Polki

Na dokładne zwiedzenie całego Laurowego Wybrzeża nie było niestety czasu, dlatego niewiele więcej udało nam się zobaczyć. Cassis, czyli pobliski kurort nadmorski raczej rozczarował, nawet Calanques, którymi wszyscy się zachwycają nie były aż tak powalające jak się spodziewałam, myślę jednak, że z góry widok jest o wiele piękniejszy niż z łódki. Zachwyciły mnie natomiast małże po prowansalsku, z dużą ilością czosnku, pietruszki, oliwy z oliwek i bułki tartej, które tam jadłam... Ehhh, niebo w gębie!

Ostatni dzień to Cannes, Antibes i Nicea, na którą zostało nam niewiele czasu, dlatego zwiedziliśmy ją po łebkach, czego bardzo żałuję i mam nadzieję kiedyś tam wrócić.. Nic tam odwołany z powodu strajków lot powrotny, po prostu do Francji nie należy lecieć tanimi liniami i problem strajków nie powinien dać się we znaki.

Moje ulubione z Lazurowego Wybrzeża zdjęcia...

Marsylia









Cassis / Calanques






Cannes / Antibes





Nicea