30 maja 2013

w ferworze walki...

Już kiedyś pisałam, że lubię operę...
i teatr..
i w ogóle...

no i balet lubię 
od czasu, kiedy wybrałam się dawno temu 
na Bajaderę do warszawskiej Opery Narodowej..

Było to naprawdę zjawisko zachwycające...

Teatro dell'Opera w Rzymie aktualnie zachwyca innym baletem - 
La Sylphide

Przyznaję szczerze, że nic mi ten tytuł wcześniej nie mówił,
ale siedząc tam na tym balkonie 
(prawie jak ta Julia)
zaczęłam lekko żałować, że nie zostałam prima baleriną
i nie występuję na scenie w takiej pięknej tiulowej sukience...

Przypomniałam sobie jednak zaraz,
że podobne uczucia targają mną w różnych innych miejscach...

Na koncertach niezmiernie mi smutno,
że nie umiem śpiewać i nie zostałam piosenkarką...
Równie mocno pęka mi serce,
kiedy widzę pokazy taneczne,
sama kompletnie nie czując rytmu..
Niezbyt korzystnie wpływają też na mnie wizyty w galeriach,
bo żal, że nie potrafię malować, dopada mnie odkąd 
ujrzałam Narcyza Caravaggia w Palazzo Barberini..
Wcale mu się nie dziwię, że sam w sobie się zakochał...
No a już o wystawach fotograficznych nie wspomnę,
bo fotografia to moja miłość największa..

Cóż.
Pozostaje mi sztukę kochać platonicznie
i zachwycać się dziełami sławnych i utalentowanych..
Ostatecznie pocieszam się, że talent zdarza się wybranym..
Ja najwyraźniej wybrana zostałam do czegoś innego...

Na tym zakończę swój wywód,
ponieważ bateria w moim laptopie jest pusta,
a kabel daleko w kuchni...

Jeśli jednak tęsknicie za chwilami zachwytu,
wybierzcie się na balet...
To magia...


La Sylphide
Teatro Dell'Opera Di Roma

16 maja 2013

Tivoli fotograficznie

Kolejna przerwa na moim blogu tym razem spowodowana była rozpoczęciem sezonu turystycznego, 
a konkretnie sezonu gości..
Goście przyjeżdżać tak będą i wyjeżdżać do końca czerwca,
no ale tak to jest jak się mieszka w atrakcyjnym miejscu:)

Tym sposobem zaliczyłam - po raz kolejny - wizytę w Tivoli,
miasteczku fontann. 
Villa d'Este to chyba najciekawsze miejsce, 
ale to nie to, co fotografować w Tivoli lubię najbardziej.
Ja uwielbiam wąskie uliczki samego miasteczka,
wiszące w oknach pranie, stare samochody,
skrzynki na listy itd..

Trasa była krótka, ale coś tam pstryknęłam...










a na koniec okienko z placu przy Panteonie...


pozdrowienia włoskie!!!

5 maja 2013

chodzą ulicami ludzie...

... maj przechodzą, lipiec, grudzień,
zagubieni wśród ulic bram...

na szczęście ci w Rzymie są trochę pogodniejsi - a z pewnością mniej szarzy, niż ci z piosenki..
nawet kiedy leje deszcz..

Zapomniałam już jaka to przyjemność poszlajać się w deszczu z aparatem,
choć pogoda nie odstrasza turystów i tłumy jak były, tak są - wszędzie:)

Moja stała trasa spacerowa to od via Nazionale przez Plac Wenecki do Schodów Hiszpańskich,
tam też łapałam w kadry przypadkowych przechodniów..

Zakładajcie więc kalosze i zapraszam na krótki spacer..







Spacer niezbyt długi, żebyście nie zmokli:)

Rozpisywać się też nie będę, bo nie mam weny, a Wy pewnie wykończeni po majówce,
więc i tak nie chciałoby Wam się czytać...

Ci vediamo !

P.S. Czy Wam też nie ładują się zdjęcia na bloggera przez Mozillę????