13 marca 2013

przemyślenia wieczorne - czyli upiory w operze

Ponieważ dzień mamy historyczny to skrobnę kilka słów...

Po pierwsze cieszę się, że papież został wybrany, nie przeżywam tego jakoś specjalnie, 
ale bardzo mi się podoba i mam cichą nadzieję na mniej polityki w kościele...
(oj ja naiwna...)

Poza tym, może wreszcie zapanuje w Rzymie tzw. "spokój wewnętrzny" ..
np. przestanie wreszcie lać i walić gradem...

Ale generalnie nie o tym chciałam.

Chciałam zacząć od czegoś miłego, bo teraz będę zrzędzić.
/Miałabym też chęć dodać jeszcze kilka słów o tym, że wierzę w różne znaki - nawet czasem te z nieba, 
ale pominę te kwestie i jednak przejdę do sedna/.

 Lubię się czasem ukulturalnić.
Np. wybierając się do teatru.
Lub nawet do opery - zresztą o moich (dziwacznych jak na te czasy) gustach muzycznych 
już wspominałam wiele razy...

Tym sposobem w niedzielny wieczór wybrałam się do teatru na galę operową, 
na którą zakupiłam bilety - uwaga - w niedzielę rano!
{Pamiętam, że w Warszawie zawsze kupowałam bilety z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem}.

Sala nie była wypełniona nawet w połowie.

Ale zasiadłam w loży na balkonie niczym Julia Roberts w Pretty Woman 
i stamtąd mogłam dokładnie obserwować co się dzieje..
I nadziwić się nie mogłam...

Widzowie składali się z:
-całego rzędu Japończyków (średnia wieku ok. 70)
-pana w turbanie i zielonym sweterku wraz z towarzyszką.
Pozostali to amerykańscy turyści...
no i nas dwoje.

I teraz będzie zrzęd:
byłam jedyną osobą w czarnej sukience, najlepszej biżuterii, makijażu i szpilkach,
a ten pan obok mnie w garniturze i krawacie.
Poza tym WSZYSCY byli w tzw. dresach.. z ulicy.. 
w tenisóweczkach, t-shirtach i jeansach.
Z plecaczkami.

Jestem zdegustowana...
{Pomijając, że czułam się jak ufo}.
Czy na tym świecie już naprawdę nic się nie liczy???
Rozumiem, że turyści.. że deszcz..
albo może ja po prostu jestem całkiem wyalienowana..

Ale nie.
Pozostanę przy swoim.
Ostatecznie Julia była w sukience koktajlowej i naszyjniku za ćwierć miliona $,
a to musi coś znaczyć...
A w samej operze najlepsza była pani (jak przypuszczam - reżyser),
która stała z boku widowni i dyskretnie pokazywała aktorom, co mają robić...

ZOO.

Tak chciałam się troszkę wygadać..
Ciao.

20 komentarzy:

  1. Swiat schodzi na psy, Pani

    OdpowiedzUsuń
  2. Myslisz, ze jak wyjada kardynalowie to przestanie padac ;)
    Ja tez chce slonca, krotkich sukienek i japonek na stopach!!!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo fajnie to opisałaś .. od jakiegoś czasu los daje mi okazję odwiedzić Polskę co kilka miesięcy i za każdym razem staram się pójść do teatru lub opery lub filharmoni i widzę jak dużo ludzi chodzi i jak ładnie ubierają się na spotkanie ze sztuką ... naprawdę my Polacy nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów .. czasem mnie to irytuje, że je mamy :^)) .... Amerykanie zazwyczaj ubierają się elegancko do opery z prostego powodu, że wypad do opery to 'wydarzenie' - jest kosztowny (opery, teatry, filharmonie są samofinansujące się lub dofinansowane przez duże korporacje - sponsorów) i często połączony z 'dinner date' czyli kolacją w ekskluzywnej restauracji ( a jak wiadomo nic bardziej nie motywuje obydwojga płci niż randka :^) ) ... być może po prostu w podróży jest inaczej .. Japończycy z moich obserwacji na miejscu u nich mają bardzo konserwatywny wymóg ubioru do pracy (cała armia takich samych garniturków i spódnic/bluzek w metrze rano/wieczorem) i chyba tylko w podróży mogą się zrelaksować ... .tak myślę, że tylko japońscy emeryci mają czas na podróże .. albo grupy ekspresowe 'dzisiaj Watykan, jutro Montmartre, a pojutrze Tower Bridge) :^)) .. pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, nadziwić się nie mogę, że w ogóle tych Japończyków jest aż tyle... miliony po prostu, wszędzie, ja nie wiem gdzie oni się wszyscy mieszczą w tej Japonii:)
      co do Amerykanów, to nie wiedziałam, że tak "odświętnie" traktują operę, faktycznie w podróży pewnie wszystko jest "na luzie"... choć i tak ten widok długo pozostanie w mojej pamięci:)
      pozdrowienia!

      Usuń
    2. :^) .. też miałem takie wrażenia w Japonii .. w metrze rano to jest prawie jak w jakimś 'Matrix' :^) .. wszyscy tak samo ubrani .. ale są oczywiście i bardziej urokliwe miejsca całkiem kameralne gdzie przyroda górą nad światem człowieka ...
      .. kiedy spotykałem Japończyków w podróży Ci starsi byli *wszędzie* bardzo wielu podróżowało po Europiee.. w 'ekspresowym tempie'

      .. tak właśnie do opery i filharmoni z moich doświadczeń Amerykanie się ubierają elegancko - do teatru czy teatru muzycznego to już różnie bywa niektórzy jak do kina ('gdzie jest mój popcorn') a niektórzy jak do opery ..

      ciekawie jak jest w La Scali .. niestety nigdy nie byłem tam na operze

      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. w La Scali nie byłam ale byłam tu w Rzymie w Teatro dell'Opera i tam była klasa.. prawie wszyscy w pełnej gali.. ale tam też było trudniej dostać bilety i teatr był pełny...
      co prawda wszyscy włazili w płaszczach i futrach i wieszali na fotelach zamiast zostawić w szatni no ale już nie będę się czepiać:)

      Usuń
    4. Teatro dell'Opera - zazdroszczę! .. tam się chyba odbywały premiery i Rossiniego i innych mistrzów ..
      .. fajnie napisałaś o tych futrach :^)) zabawnie .. może boją się guardia finanza .. bo wg oficjalnych danych urzędów podatkowych prawie nikt nie ma dochodów powyżej 100,000 euro .. a tu takie futro :^)) ...

      .. a z szatnią to mi się zabawna historia przypomniałą z Kopenhagi .. była szatnia i owszem ale nikt w niej nie pracował .. po prostu każdy się 'wieszał' i wchodził/wychodził .. kiedy zapytałem się czy ktoś pilnuje tutaj tych okryć (był siarczysty mróz na zewnątrz) to popatrzyli na mnie jakbym był z innej planety :^))

      Usuń
  4. nie nie nie.
    no masz świętą rację.
    oczywiście, że sukienka, bizuteria i szpilki no i makijaż. nawet do teatru. toż to kultura jest wyższa niż jakieś tam kino z prażona kukurydzą! Co za ! Wspolczuję Ci tego uczucia...ale dobrze. może ktos sie przypatrzył i wziął sobie Ciebie za wzór! OBY~!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. raczej wątpię... fakt, wszyscy na mnie patrzyli... i nadziwić się nie mogli hehe:)

      Usuń
  5. Mialam podobne uczucia gdy bylam na musicalu, w NY na Broadway'u.. Co prawda sala wypelniona byla po brzegi, ale ludzi ktorzy byli stosownie (wg mnie) ubrani, moglabym latwo policzyc.. moze nie na palcach jednej reki, ale jednak :-/ Jestesmy przyzwyczajone do czego innego :p Co kraj to inna kultura? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a może po prostu źle trafiłyśmy:)))

      Usuń
  6. No, ja oczywiście chodzę odpowiednio (czytaj elegancko) ubrana do teatru czy filharmonii. To jest dla mnie coś naturalnego i oczywistego.
    Będę jednak chyba trochę broniła tych turystów japońsko - amerykańskich. Wg mnie ludzie, którzy są turystami, biorą do walizki to, co najpotrzebniejsze i na pewno tym czymś nie jest garnitur. A skoro się przemierzyło pół świata i jest okazja zobaczyć sztukę przez wielkie S, to się idzie w tym, co się ma. Taka szansa może się nie powtórzyć.
    A pan w turbanie pewnie miał odświętne nakrycie głowy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :^)) .. ten pan w turbanie przypuszczam był Sikhem .. i raczej nie miał opcji pozostawienia turbanu w szatni :^)

      Usuń
    2. Toż właśnie dlatego, że nie mógł zostawić turban w szatni, założył odświętny tzw. niedzielny - to tak jakby miał garnitur;););)

      Usuń
    3. :^)) fajne .. turbanitur .. :*) ...turbofrak

      Usuń
    4. oo widzę, że pan w turbanie żyje własnym życiem.. ale wiecie, on naprawdę był bardzo.... ładny.. tzn pan... turban też :)

      Usuń
  7. Rozbawiłaś mnie tym wpisem, bo ja widzisz tak właśnie jak Ci turyści, zawsze bez względu na okazje takie same ciuchy noszę, czyli mało eleganckie :) Jak przyjedziesz do Wiednia pójdziemy do opery, tak prawie wszyscy ubrani są baaaardzo elegancko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, to ja Cię trzymam za słowo... przytargam ze sobą szpilki, a co.. :)

      Usuń
  8. Polityka wyeliminowana z Kościoła? Nie sądzę, ale nadzieje warto mieć.
    Jestem wychowana w religii katolickiej, ale od lat jestem nie wierzącą z wyboru i chyba nawet jakoś mi z tym lepiej nie słuchając wokół tych 'pierdoł' (nie ubliżając nikomu). Pomimo to, myślę, że ten nowy papież to dobry wybór i obym się nie myliła, niech w końcu zaczną robić coś dobrego, oprócz zdzierania kasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz Cleo... mamy wiele wspólnego:)

      Usuń