29 stycznia 2013

bez tytułu

Jakiś spadek formy zaliczam ostatnio...
Nawet dzisiejszy spacer do mojej ulubionej pasmanterii mi nie pomógł.. 
pomimo słońca i temperatury powyżej 10 stopni..

Tak więc.. odezwę się jak mi się poprawi...






18 stycznia 2013

wiosna?

Skorzystałam dziś z dnia bez deszczu i poszłam na spacer do mojej ulubionej Villa Borghese.

Na Waszych zdjęciach śnieg, a w Rzymie...









Życzę Wam cudownego weekendu!

17 stycznia 2013

przemyślenia egzystencjalne

Coraz częściej stwierdzam, że jestem z innej epoki.
I coraz bardziej nie rozumiem otaczającej mnie rzeczywistości.

No bo która 31-latka słucha Wodeckiego albo Krajewskiego?
Albo muzyki klasycznej?

Albo np. woli Kabaret Starszych Panów od wszelkich innych współczesnych kabaretów?
Może to dziwne, ale nie znoszę kabaretów, w ogóle mnie nie bawią, wręcz w większości wydają mi się głupawe.


Nie bawią mnie polskie filmy, w których więcej jest wulgaryzmów, niż spójników i zaimków razem wziętych... W ogóle polskie filmy mnie nie bawią...

Nie rozumiem też fenomenu jakiejś Siwiec i - przepraszam za wyrażenie - gołego tyłka Dody na co drugiej stronie internetowej... W ogóle nie pojmuję współczesnej mody na promowanie celebrytów znanych z tego, że są znani.
 
Wkurza mnie kopiowanie amerykańskich programów tv, choć ostatnio zauważyłam, że tych najgłupszych jeszcze u nas nie ma - ale to z pewnością kwestia czasu.

Oczywiście istnieją wyjątki, ale one tylko potwierdzają każde z tych stwierdzeń...
 
Czasami żałuję, że czasy młodości moich rodziców przeminęły bezpowrotnie.
Nawet czasy, kiedy ja byłam w szkole były fajniejsze i bardziej wartościowe, choć nie było tabletów, komórek, a w radio leciało Guns'n'Roses albo Hey zamiast Biebera...

Za to było mnóstwo ludzi z pasją, którzy mieli coś do powiedzenia.
 Były też granice swobody wypowiedzi i stylu bycia... W ogóle był jakiś styl...

No ale.. ja zawsze byłam inna. Wolę poczytać Osiecką niż iść do klubu, obejrzeć 50-ty raz Masz wiadomość albo Rzymskie wakacje niż Władcę pierścieni albo Zmierzch, posłuchać Sinatry zamiast jakiejś Kate Ryan, nie znoszę ekostylu Reni Jusis, nie kręci mnie robienie kariery w korporacji... i w ogóle czasami mam wrażenie, że urwałam się z księżyca.

Już pomijam, że zawsze byłam jak francuski piesek - nie namiot tylko hotel.
Nikt by mnie też nie namówił na np. pasterkę na świeżym powietrzu w 20-stopniowym mrozie..
(teraz to już nikt by mnie nie namówił na pasterkę... )
Ale to pewnie znak bardziej teraźniejszości niż przeszłości.

Nie twierdzę, że wszystko, co jest teraz, jest złe.
Ale to jak w tej piosence Perfectu - wśród tandety - diament ... 

Dlatego właśnie myślę, że jestem z innej epoki. 
Kiedyś miałam z tym problem, ale odkąd jest ktoś, kto to rozumie i właściwie jest całkiem do mnie podobny, to całkiem mnie to cieszy...

Dlatego - proszę bardzo - oto, co mnie ostatnio zachwyca...



No to - powiedziała co wiedziała...

Wracam do mojego RMF Classic, a Was zostawiam z resztą moich "zwierzeń"...


14 stycznia 2013

takie tam różne...

Halo halo Mietku...

Chciałam Wam przekazać kilka rzeczy.

Po pierwsze wydaje mi się, że nie wspominałam jeszcze o złotych myślach jednej z naszych Klubowiczek - Oli ze Szwecji...
Jeśli wspominałam, to znaczy, że z moją pamięcią jest kiepsko, a jeśli nie, to zajrzyjcie koniecznie tutaj.

Po drugie - chciałam Was poinformować, że od dziś nasz Klub ma swojego oddzielnego bloga.
Znajdziecie tam info na temat naszych Klubowiczek, projektów 
i mam nadzieję, że w przyszłości wiele innych ciekawych rzeczy.

Zapraszam Was do obejrzenia, może skusicie się nawet na "polubienie fejsbukowe"??? :)

A po trzecie - ostatnio wspominałam o pewnej dziwnej nowej modzie na zarabianie pieniędzy, która zaczyna szybko rozprzestrzeniać się na rzymskich ulicach.

Dziwiło mnie to niezmiernie, zresztą nie tylko mnie...

Ale okazuje się, że nie trzeba jechać do Rzymu, żeby zobaczyć to dziwadło,
w Krakowie bowiem biznes ma się równie dobrze...
źródło
W tym przypadku jednak pan zawisł nad dywanikiem...

Znalazłam pewne wyjaśnienie, ale nie do końca mnie ono satysfakcjonuje...



No dobrze, nie będę zgłębiać tego tematu, na koniec kilka zdjęć z Rzymu.

Po pierwsze jeszcze świąteczna via del Corso, a w tle Plac Wenecki


i widok ze Schodów Hiszpańskich...



buonanotte
Frankuś.

9 stycznia 2013

a w Watykanie...

 ... jeszcze pachnie Świętami ...
Bożonarodzeniowa szopka na Placu św. Piotra wyjątkowo mnie zachwyciła... Nawet stanęłam w kolejce, żeby zobaczyć ją w całej okazałości i z bliska (nie zza pleców dzikiego tłumu). Przede mną w kolejce stało z 5 Japonek podśpiewujących Silent night, a za mną 2 pańcie z Polski, z czego jedna z nich stwierdziła, że ona tą szopkę, to ładniejszą by zrobiła... i generalnie niespecjalnie jej się podoba... 

4 stycznia 2013

czy to zima czy to lato...

... czyli święta w Polsce...

Co prawda dzień przed wyjazdem do Polski w Rzymie było ze 20 stopni (+ of course), a to tylko 2 godziny samolotem, to jednak zima w rodzimych stronach zawsze kojarzyła mi się ze śniegiem i mrozem. Dzień przed wigilią faktycznie nasypało, a jak wylądowaliśmy w Warszawie było -12! ale w wigilię rano na samym południu skąd pochodzę, już tylko mgliste wspomnienie po śniegu..  I po zimie.

Nie mówię, że tęsknię za mrozami, ale białe święta są jednak fajniejsze niż szare i brudne.

A było tak
[czyli nie wiadomo jak]







piękną mamy wiosnę tej zimy..
A na dobranoc trzepot rzęs Matyldy... 
ma się ten LOOK:)

Miłego weekendu......

3 stycznia 2013

z nowym rokiem...

Wracam do świata po świątecznej przerwie - w Polsce oraz kilkudniowym rozstaniu z komputerem, który wraz z nowym rokiem odmówił współpracy ze mną.. Ale wrócił, czyściutki, piękniutki no i działający więc mogę szaleć..

Nie przedstawiłam Wam jeszcze Laury i Filona, których wydziergałam jako dodatek do jednego ze świątecznych prezentów.. Są moimi ulubieńcami, dlatego nie mogę się oprzeć wrzuceniu ich tutaj:)


A swoją drogą, uwielbiam nadawanie moim sowom imion - w tym wypadku sprawę sobie bardzo skomplikowałam, bo świtał mi gdzieś w głowie wiersz, który przerabialiśmy w liceum (a to było baaardzo dawno temu), tyle, że nie pamiętałam ani autora ani tytułu (taki szczegół)... A koniecznie chciałam nadać imiona bohaterów tego wiersza... No i byłam przekonana, że to był Leopold i ... no właśnie jej imienia za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć... Przekopałam internet, ale oprócz Staffa, żadnego innego poetyckiego Leopolda nie znalazłam... Znalazłam natomiast wiersz Laura i Filon i po jego przeczytaniu stwierdziłam, że chyba właśnie o ten mi chodziło... 
No i potwierdza się moje przekonanie, że pamięć mam świetną, ale dosyć krótką...

***

A wracając do nowego roku - widziałam na Waszych blogach wiele noworocznych postanowień.. Sama się trochę zagapiłam i niewiele postanowiłam na ten rok... 

Święta jednak, oprócz obżarstwa, natchnęły mnie na pisanie dziennika.
W tym celu zakupiłam piękny notes i to już mnie całkiem satysfakcjonuje. 
Jest tak piękny, że aż boję się w nim pisać...


Oprócz tego dostałam stos książek i nie mogę się doczekać przeczytania ich wszystkich...
Na pierwszy rzut poszedł zbiór listów Osieckiej i Przybory - Listy na wyczerpanym papierze.
Już sam tytuł przyprawia mnie o dreszcze, a samą książkę dozuję tak, aby starczyło mi na jak najdłużej...


I natchnienie numer 3 - jak zwykle przy okazji świąt i nowego roku, nie mogłam odmówić sobie noworocznego koncertu Filharmonii Śląskiej w Katowicach, który zachwycił mnie tym razem m.in. ariami z Carmen Bizet'a. Już wyszukałam sobie cudowny koncert najpiękniejszych arii operowych świata w Rzymie w kwietniu i odliczam dni!! Co prawda nie będzie dyrygował mój ulubieniec z Filharmonii Śląskiej (ochhh.. kocham prawdziwych artystów!), ale może jakiś interesujący tenor się trafi:)

 Miłego wieczoru Wam:)