15 listopada 2013

włoski listopad

Listopad w Rzymie to taki dziwny czas..
Bo to można powiedzieć taka włoska jesień..

Aura kapryśna.. deszczowa..

To taki czas, kiedy dni są jeszcze ciepłe, a wieczory chłodne.. zimne nawet..

To taki czas, kiedy Włosi już w kurtkach puchowych, kozakach i czapkach, 
a turyści jeszcze w t-shirtach i (zdarza się) w sandałach..

To taki czas, kiedy zielone pomarańcze na drzewach dojrzewają w trochę słabszych promieniach słońca..
Później zaczną spadać z drzew i zalegać na chodnikach..

To taki czas, kiedy na Campo dei Fiori dynie-giganty zdobią stoiska..

To  włoska jesień.. zielona.. nie taka złota jak nasza..

Pinie zielone.. i cyprysy... trochę szyszek..

Ale tłum taki sam jak zawsze.. tysiące turystów.. 
na ulicach, na Schodach Hiszpańskich.. w Watykanie..

Klimat się nie zmienia..

Włosi, choć zmarznięci, wciąż głośni i nerwowi za kierownicą..

W mojej kawiarni drzwi przymknięte, bo wieje...
Ale kawa wciąż pyszna... 
i Pino wciąż z uśmiechem woła "Ciao bella, come stai!! cappuccino??"

I ta jesień włoska też nostalgiczna..
Też pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i ciasteczkami...
Lubię ją...
Tak po włosku...


12 listopada 2013

pewnego jesiennego dnia w Szczyrku

Ponieważ nawet w Rzymie od kilku dni leje i jest strasznie zimno
wracam myślami do cudownej polskiej jesieni!

Kilka zdjęć z cudownego spaceru w Szczyrku z Żanetką
wspaniała słoneczna pogoda i równie cudowne widoki!

*kolory na zdjęciach nie są poprawiane:))












A że zima za pasem wydziergałam na drutach pierwszy sweter!
zdjęcie marne, ale jest ciemno no i musiał to być autoportret iphonem:))

*więcej info/zdjęć na MFOUDESIGN


5 listopada 2013

sielanka o domu

Po skomplikowanych obliczeniach dochodzę do wniosku, że mieszkanie, w którym obecnie mieszkam, to 10-te miejsce zamieszkania w ciągu mojego 32-letniego życia.
{a to jeszcze nie koniec}

Co więcej, kiedy jadę do Polski, do "domu" - bo tak zawsze mawiam,
ten dom, to miejsce, w którym nigdy tak naprawdę nie mieszkałam, 
ponieważ został wybudowany długo po moim wyjeździe z rodzinnego miasta...

Kiedy jestem w moim polskim domu, wszyscy pytają kiedy wracam do .. domu... {czyli do Rzymu}.
Jednak mieszkanie w Rzymie to tylko tymczasowe miejsce zamieszkania,
docelowo będę przecież mieszkać w kraju, z którego pochodzi mój mąż...
Tam też jest ... będzie ... mój dom... 

Miewam w związku z tym rozdwojenie.. nie, roztrojenie co najmniej - jaźni.

Ponoć - tam dom twój, gdzie serce Twoje
To jeszcze bardziej komplikuje sprawę, bo moje serce w tym względzie jest równie roztrojone, 
co moja jaźń..

A z drugiej strony.. właściwie z żadne z tych miejsc nie jest moim prawdziwym domem..

Aż trudno mi uwierzyć, że są ludzie, którzy całe życie spędzają w jednym miejscu.. w jednym domu..
a są tacy..
Ciekawe czy tęsknią za życiem na walizkach..
Ja w pewnym momencie poczułam się tym życiem zmęczona, ale chyba taki mój los...
Przecież gdziekolwiek nie wyląduję, zawsze będę jeździć do Polski.. do domu..
 A później wracać do.. ?? .. do domu

No więc gdzie ten dom???
Wiem! :


2 listopada 2013

kto nie lubi Toskanii...

Kolejny raz zdarzyło mi się nie być w domu 1 listopada...
I trochę mi tęskno było, bo jakoś lubię ten dzień.
Lubię te pierwsze rześkie poranki,
trochę przymglone,
i ten zapach zbliżającej się zimy...
(to ostatni moment w roku, kiedy lubię zimę...)

No ale ponieważ i we Włoszech dzień był piękny,
słoneczny i bardzo ciepły,
wybraliśmy się na jednodniowy wypad do Toskanii..
A konkretnie na południowe wybrzeże Toskanii.
Miasteczko nazywa się Castiglione della Pescaia
i jest położone na wzgórzu nad samym Morzem Tyrreńskim.

Warto wdrapać się na samą górą i spojrzeń na wybrzeże z góry...

No i znów zrobiło mi się nostalgicznie...

























30 października 2013

szukam wiatru w polu...

Chodzi mi dziś po głowie taki wiersz mojej ukochanej Osieckiej..

Szukam wiatru w polu, 
zapomnianych słów, 
śladu łez w kąkolu, 
przedwczorajszych bzów. 
Szukam wiatru w polu, 
jak to trwa i trwa, 
chociaż oczy bolą, 
szukam w niebie dna... 

Nostalgiczny trochę, jak te zdjęcia i w ogóle mój dzień dzisiejszy..













To był cudny jesienny dzień w przemiłym towarzystwie Żanetki.
A było to w Pszczynie.

*Dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim postem,
przepraszam, że nie zawsze odpowiadam na każdy komentarz z osobna,
ale irytuje mnie to, że nie ma opcji "odpowiedz" i muszę je pisać oddzielnie..
A eksperyment polegał na kręceniu zoomem podczas robienia zdjęcia:)