30 października 2012

zapiski szwajcarskie cz.4

Dziś wtorek, miało być o chandrze, ale właściwie spacery na chandrę są bardzo dobre...

A był to spacer po Zurichu. Małe, urocze miasteczko, do którego wyciągnęłam mamę, a że zeszło nam się 4 godziny, to trochę wymiękłyśmy. Pojechałyśmy kolejką, co jest bardzo intrygujące, zwłaszcza dla kogoś, kto kiedyś codziennie (przez 2 lata) dojeżdżał podwarszawską kolejką do pracy i wyklinał ją co drugi dzień! A tutaj pełen luksus, nie ma za bardzo możliwości, aby pociąg się spóźnił (ponoć w zeszłym roku był taki wypadek - pociąg spóźnił się 4 minuty bo spadł śnieg, a następnego dnia pisały o tym wszystkie gazety:) i przepraszano oczywiście)...

Generalnie Szwajcaria może się nam wydawać w tym względzie dosyć egzotyczna. Jeśli chodzi o pralki w domu, to muszę trochę sprostować, można mieć w mieszkaniu, ale nie można włączać po 20. A jeśli nie można, to przypuszczam, że nikt tego nie robi. Natomiast oprócz hałasu pralki, Szwajcarzy mają także inne stresujące chwile. Jakiś czas temu w Zurichu przez 3 godziny nie było prądu (nawet czytałam o tym w TVN24). Później mama mi opowiadała, jak to w audycjach radiowych pytano ludzi, jak sobie z tym radzili, co w tym czasie robili itd... A słuchacze dzwonili i opowiadali o tych "chwilach grozy"... To musiała być naprawdę trauma! Wyobraźcie sobie teraz, jak tu płynie życie.. Trochę im zazdroszczę... (choć może powinnam kierować się powiedzeniem, że co cię nie zabije, to cię wzmocni..).

Wracając do spaceru - miałam szczęście, bo było bardzo słonecznie (choć niezbyt ciepło) i było widać Alpy. Przeszłyśmy więc Bahnhofstrasse, pod którą są sejfy bankowe (kiedyś szłam tam z moim przyjacielem, który stwierdził, że "marzy teraz o trzęsieniu ziemi"), odwiedzając oczywiście wszystkie sklepy, później kilka małych uliczek, aż w końcu dotarłyśmy do jeziora... A na Stare Miasto wybierzemy się jeszcze, bo to już było za daleko:) Na koniec kawa w Starbucksie, szczerze mówiąc byłam tam pierwszy raz (we Włoszech wizyta w amerykańskiej kawiarni byłaby chyba profanacją), i w pełnej nieświadomości zamówiłam sobie ŚREDNIĄ latte... Zapomniałam, że amerykańskie rozmiary nieco różnią się od europejskich... Ale dobra była... Ciekawi mnie tylko, jak wygląda ta duża...

FOTORELACJA z ZURICHU










Przedostatnie zdjęcie to dworzec kolejowy, a ostatnie to jedna z witryn cukierni. Pewnie wiecie, że szwajcarska czekolada jest genialna, ta czekolada powyżej to podobno jedna z najlepszych. Ceny też są powalające - mała paczuszka (nie wiem ile mogło być tej czekolady w środku - może mała tabliczka) kosztuje 20 CHF, natomiast pudełko ok. 25, może 30 czekoladek kosztuje tu 99 CHF...

Ale Alpy piękne były.. i te stare tramwaje...Cudne miasto..

19 komentarzy:

  1. Szwajcarzy wydają się być tacy "akuratni", ale o ile nie każdy może to przetrawić w ich mentalności, o tyle nie znajdzie się chyba nikt, kto sprzeciwi się ich poczuciu estetyki i dbałości o otoczenie. Powiedziałabym, że to wyluzowany "ordnung muß sein"
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się i szczerze mówiąc trochę im zazdroszczę, nawet tego "ordnungu", ostatecznie cel uświęca środki, a im żyje się całkiem nieźle...

      Usuń
  2. Widzę, że piękna pogoda do zawitała :) Jeśli chodzi o zasady, reguły i uporządkowane życie to czasem ciężko sie do tego przyzwyczaić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, słońce wyszło więc wdziałam moje baleriny i w drogę:) no właśnie, a jeśli chodzi o porządek to w Austrii chyba jest podobnie, ale ja wolę tak, niż wieczny polski bałagan:)

      Usuń
  3. Obecnie, jestem w stanie sobie wyobrazić panikę 3-godzinnej awarii prądu. Szczególnie, jak się ma kuchenkę elektryczna, czajnik, to nawet dziecku (małemu - trzeba przyznać) nie można jedzenia przygotować...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. No weeez, ponad milion mieszkancow aglomeracji, najdrozsze miasto swiata, centrum gospodarcze Szwajcarii, stolica bankowosci, no bo sie obraze Magda... male, urocze miasteczko ;);)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A swoja droga, wiesz, ze Bodenskie jest zaraz obok? Nie planujesz malego wypadu? :))

      Usuń
    2. oj tam oj tam, gdzie tam aglomeracja, po wizycie w Kairze Zurich wydaje mi się malusi, spokojniusi, ale absolutnie nie umniejszam jego znaczenia gospodarczego, ani bogactw, ani oczywiście cen:) jestem nim naprawdę zachwycona! A to, że nie masz jeszcze gości, to masz szczęście, bo jak tu przyjechałam i powiedziałam, że mam koleżankę nad Bodeńskim, to wszyscy byli gotowi wybrać się w odwiedziny haha:) ale byłam już nad Bodeńskim, pamiętam, że strasznie wiało, ale widoki cudne... zresztą tutaj wszędzie jest pięknie...

      Usuń
    3. Hahahah, no dobra to sie odbrazam :):)
      Mowisz, ze juz chcieli autobus rezerwowac, zeby mnie odwiedzic? ;)
      PS. Masz gdzies fotki z Kairu?

      Usuń
    4. nie, gorzej, chcieli wsiadać w samochód i jechać od razu:) wiesz, moja rodzina jest bardzo towarzyska:) a z Kairu mam niewiele zdjęć, bo byłam tam krótko, ale za kilka miesięcy pojadę na dłużej więc na pewno będzie relacja i to bardzo ciekawa, bo mam duuuużo planów:)

      Usuń
  6. Piękne miasto... na prawdę urocze... Te domki, uliczki, okiennice. Oczarowana jestem i jak pisałam wcześniej, już wiem gdzie spędzę jeden tydzień w 2013 roku ;) .... Jestem sobie wstanie wyobrazić jak wygląda w okresie świątecznym!
    Dużą kawę ze Starbucksa zamówiłam tylko raz i był to ostatni raz! Toż to prawie jak wiadro! Wypić się tego nie da... przynajmniej ja miałam z tym tak duży problem... ale smakowała wyśmienicie - jak zawsze!
    pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no Zurich to jedno z wielu pięknych miejsc w Szwajcarii, właściwie, gdzie się nie ruszyć, wszędzie jest cudnie, tylko trzeba trafić na dobrą pogodę, z czym ja osobiście mam problem, za każdym razem jak przyjeżdżam to leje:) I dekoracji świątecznych już mnóstwo, natomiast byłam tutaj kilka lat temu w grudniu i miałam okazję zobaczyć 15-metrową choinkę ozdobioną 5 tysiącami kryształków Swarovskiego... to jest widok...:)

      Usuń
  7. o slicznie tam i tak porządnie! :) do granic możliwości.
    Tak sobie myslałam jak czytałam Twojego posta że mieszkając tam mogłbym cąłkiem nieświadomie byc jakim marginesem społecznym - nagiełabym jakies prawo niechcący bo przecież "u nas to normalne" :) Ale pięknie tam. rzeczywiście.
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest "trochę" inaczej niż u nas, ale aż tak źle na pewno by nie było, ja jestem roztrzepana a daję radę:)

      Usuń
  8. Hahaha ciekawe co by powiedzieli, gdyby im się przytrafiło to co nam w ubiegłym roku, gdy w maju spadł śnieg - nie mieliśmy prądu przez ponad 24h, a w domu mamy WSZYSTKO na prąd (łącznie z oczyszczalnią!), czyli nie było wody, ogrzewania, toalety itp. itd. Chleb pieczony w kominku...bezcenne wrażenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to chyba tutaj niemozliwe... ale z pewnoscia bylby to temat na miare naszego smolenska:)

      Usuń