17 września 2012

z cyklu: ART - szalony (?) Vincent

Czy myślicie, że każdy geniusz, nieważne w jakiej dziedzinie, jest szalony?

W marcu 1853 r., w małej holenderskiej wiosce, urodził się genialny artysta. Ale zanim tym genialnym artystą został, musiał stoczyć szaloną walkę nie tylko z całym otaczającym go światem, ale przede wszystkim z samym sobą. Właściwie walkę tę toczył przez całe swoje niezbyt długie życie, najpierw szukając swojego powołania, imając się przeróżnych zajęć, później próbując udowodnić samemu sobie i wszystkim wokół, że to, co odnalazł, faktycznie jego powołaniem było. Czy więc Vincent van Gogh był wariatem, który w napadzie szaleństwa obciął sobie ucho, a ostatecznie w wieku 37 lat popełnił samobójstwo, czy może wspaniałym, wrażliwym artystą, człowiekiem przez całe życie skazanym na samotność, niezrozumienie i cierpienie? Czy był z natury dziwakiem i odmieńcem, czy to świat, w którym żył, odizolował go od reszty społeczeństwa, nazywając darmozjadem i nierobem?


Fajna, wzruszająca książka Irvinga Stone'a - Pasja życia. Okazuje się, że van Gogh to nie tylko Słoneczniki i obcięte ucho... Dużo łatwiej zrozumieć kogoś, kiedy "pozna się" go bliżej.

Przekrój twórczości van Gogha: jeden z 38 autoportretów powyżej, poniżej kilka obrazów (z około ośmiuset) będących dowodem na to, jak wszechstronnym i wielkim artystą był... 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz